Wydaje mi się że zaufanie tracimy na co najmniej 3 sposoby. Raz – poprzez sugestię ze strony osoby której proces dotyczy. Dwa – poprzez sugestię osoby postronnej. Sugestia w obu przypadkach może być świadomą lub nie. Trzy – poprzez przypadkowe powiązanie faktów dokonanych. Trzeci przypadek opiszę jako najbardziej interesujący, bo spontaniczny. Nagle budzą się w nas jakieś wątpliwości do których próbujemy dorobić logiczną całość … często na tym etapie jesteśmy bardzo mało obiektywni. Najpierw pomysł czyli to przypadkowe powiązanie faktów. Dalej w kolejności lawina myśli, analiza i gromadzenie danych, wątpliwości, często wystawianie na próbę – potwierdzenie wątpliwości bądź nie. Zakładając wynik negatywny mamy katastrofę lub rodzaj prywatnego doświadczenia wywołującego trwałe uprzedzenie. Oczywiście sam pomysł już rodzi uprzedzenia które popychają proces mając działanie motywujące. Potwierdzam! Z tego wynika ze chętniej doszukujemy się w ludziach zła. Tyle że w przypadku utraty zaufania dokonuje się to niebezpiecznie niskopoziomowo, podświadomie, wywołując trwałe uprzedzenia.
Przypadek pierwszy i drugi czyli proces utraty zaufania poprzez sugestię drugiej osoby … bardzo proste nie ma o czym pisać każdy potrafi sobie podać przykład z życia gdy ktoś coś mówi o kimś albo gdy się coś komuś “wymsknie” w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie … Warto jednak wspomnieć że niektóre jednostki, te którym wydaje się że są bardzo przebiegłe;P, świadomie wykorzystują utratę zaufania aby wywoływać u innych silne emocje i osiągać przez to wszelakie cele.
Aby zrywać związki, znajomości, w sposób mniej bezpośredni. Raczej nie lubi się publicznie mówić drugiemu człowiekowi żeby się od nas odczepił. Są różne powody. Boimy się reakcji otoczenia. Boimy się emocji, uprzedzeń jakie wywołamy w drugim człowieku. Jeśli jest to naszym zdaniem uzasadnione możemy się również bać zemsty, przemocy ze strony drugiej osoby. Może lubimy zamieszanie wokół naszej osoby. I oczywiście zawsze jest “najgorsza postawa” - bierna myślimy że z czasem samo się wszystko ułoży. Osoba straci do nas zaufanie ale nie będzie jakoś specjalnie uprzedzona bo będziemy to łagodzić i w ogólnym rozliczeniu będzie spokój. Oj bzdura wielkaa :DDD
Aby wystawiać na próbę. Całe życie testujemy i jesteśmy testowani przez nasze otoczenie. Jest to ciągły przeplatający się świadomie i podświadomie proces. Jedyne co w tym logiczne to wnioski i zapisane na ich podstawie uprzedzenia. Powyższy przypadek ze zrywaniem znajomości jest zresztą również rodzajem testu tyle że raczej o charakterze ostatecznym. Sobie tez chcemy udowodnić że ten człowiek nie jest nic, nas wart… Powrót do tematu wystawianie na próbę! Czyli prowokujemy kogoś by stracił do nas zaufanie ciekawi jego reakcji. Tylko czego żądamy w efekcie? Ciężko mi powiedzieć. Jeszcze nie jestem na tyle złym człowiekiem by to wiedzieć na pewno. Jednak ze spokojem stwierdzam że życie uczy szybko i zapewne niedługo się dowiem … :DDD Wracając do tematu wystawiając na próbę poprzez prowokowanie do utraty zaufania względem naszej osoby … Chyba oczekujemy ślepego zaufania do nas. Jednak brak jakiejkolwiek reakcji ze strony prowokowanej jednostki będzie nas irytował. Nie mylę się? ;P tak by wynikało z obserwacji … Czyli znow nie oczekujemy nic w miarę logicznego. Nie definiujemy reakcji!!! Czy to nie jest okropne, bezduszne, bezlitosne … do piekła :DDD
Aby wywołać wyrzuty sumienia, aż po psychiczne znęcanie się. Jeżeli osoba jest do nas bardzo mocno przywiązana wywołujemy u niej wyrzuty sumienia. Wcale nie jest to rzadki przypadek! Mogłoby się wydawać ze tak jest ale to nieprawda! Osoba taka sama zaczyna się obwiniać o zaistniałe zło – popsucie wzajemnych relacji. W dodatku może być wtedy skutecznie manipulowana. No comment.
